Autorska fotografia kolekcjonerska
Proste, ale w nieco malarskim stylu. Minimalistyczne, ale bogate w detale prowadzące wzrok. Mgliste i wyraziste zarazem. Zanurzone w naturze i baśni 💙

 

Wszystkie wydruki, które oferuję to jakość Giclee Fine Art Print, czyli wysokiej klasy atramenty pigmentowe, specjalny, bezkwasowy papier archiwalny, technologia druku z której korzystają największe galerie sztuki i muzea.

✓ Wysokiej jakości, bezkwasowy papier o gramaturze 300g, spełanijący standardy papierów archiwalnych, gwarantuje wyższą odporność na działanie światła słonecznego i wilgoci, niż zwykły papier fotograficzny.

✓ Nasycone, głębokie kolory i szeroka rozpiętość tonalna dzięki zastosowaniu tuszy pigmentowych oraz specjalnej technice druku.

✓ Ponad 100 letnia trwałość!

✓ Fotografie są limitowane, numerowane, sygnowane odręcznym podpisem z tyłu wydruku.

✓ Wraz z fotografią otrzymasz Certyfikat Autentyczności.

✓ Giclee Fine Art Print

*Kolory wydruków mogą się nieznacznie różnić od tych, które widzisz na zdjęciach. Wynika to z indywidualnych ustawień wyświetlania kolorów Twojego monitora.

 

Chwilowo nie przyjmuję zamówień na wydruki.


01

Kolekcja Materia Prima

Materia Prima – Źródło i warunek istnienia. Materia będąca esencją wszechświata. Poszukiwana przez alchemików, filozofów, artystów. Odnajdywana w wodzie, eterze, chaosie. Zagadka początku.

Mary Anne Atwood pisała o niej tak:

„Istnieje w naturze pewna czysta materia, która odkrywana i wznoszona przez sztukę do doskonałości, proporcjonalnie przekształca w siebie wszelkie ciała niedoskonałe.”

(kliknij, aby rozwinąć lub zwinąć tekst…)

Miała wiele imion i wiele znaczeń. Nie da się jej zdefiniować, zaszufladkować, zamknąć w ramy.

Światło. Tam ją widzę.

W tym jak co rano „stwarza” świat na nowo. Jak pobudza przyrodę do wzrostu i życia. Jak włada kolorem, nastrojem, mocą zmiennokształtności. Ujarzmia chaos mroku. To jest moja materia prima. Moje źródło.

Samo słowo fotografia, znaczy dosłownie rysowanie światłem. Od greckiego φῶς (phōs) – światło i γραφή (graphé) – rysowanie. Ono jest tu pędzlem, farbą i modelem w jednym. Jest esencją, falą, sercem.

Ma w sobie energię przestrzeni. Rozmarzenia. Przygody. Spokoju przed burzą. Uczucia, gdy stoi się pewnie, krok przed urwiskiem. Gdy pod stopami roztacza się nieskończony horyzont możliwości i niewydeptanych jeszcze dróg. Zapowiedzi nowego. Prapoczątku.

 

Roztacza swą magię w mglistych, pastelowych świtach.

Kusi spokojem, intymnością, baśnią.

Skrzy się w południowym słońcu, rysując fale mocną kreską.

Mieni się tęczą w zachodnich chmurach. Miękko nurkuje za horyzontem

Dom światła mieści się w gwiazdach. Tych dalekich, pierwszych. Po których nie zostało nic innego, niż pierwotny ich blask. Wędrujący po dziś dzień (i noc).

A my, zapatrzeni w niebo, wędrujemy wraz z nim. Niezliczoną ilością splątanych ścieżek, starając się znaleźć tą jedną.

Wyznaczamy azymut na światło, które jest dzieckiem chaosu…

 

Kolekcję Materia Prima otwierają trzy mikro opowieści inspirowane trzema fotografiami. ↡

Ⅲ mikro opowieści inspirowane fotografiami

 

  „Dom Światła”

Jak szeroki jest mój świat? Gdybam, smarując kromkę chleba masłem. Nie powinienem smarować tak grubo, ale przecież tutaj nikt nie widzi. Zerkam przez malutkie okienko na szczycie mojej wieży. Czy tak czują się księżniczki? – chichoczę do siebie, wpatrując się w biel po drugiej stronie.

W odbiciu szyby widzę tylko siebie. Sprawdzam czy już nadszedł czas golenia. Żyletkę stosuję oszczędnie, w końcu kto mnie tu odwiedza? Może powinienem zapleść warkocz? – myślę sobie, głaszcząc brodę sięgającą mi już prawie za obojczyk. Wyobrażam sobie jak przerzucam go przez okienko, prosto w gardziel oceanu. Uniwersalny sygnał SOS w języku jej królewskiej mości. A może kotwica? (rozwiń…)

Gdzieś tam jest świat. Wiem to. Znam go z opowieści wędrowców o szerokich żaglach i tych mniejszych, pierzastych, noszących historie zza linii horyzontu. Teraz go nie widać, ale wiem, że tam jest.

Mój świat jest szeroki. Tak szeroki, jak odległe światło gwiazd nad moją głową, gdy zapada ciemność. Gwiazd, których już nie ma. Pozostało tylko wędrujące światło. Kosmiczny podróżnik, który prowadzi żeglarzy, a gdy i on się gubi, na scenę wkraczam ja – latarnik.

Mój świat jest szeroki. I wciąż się rozszerza.

W kokonie z mgieł przeobrażam się niezliczoną ilość razy.


   „W chmurach”

Poranek zaczynam od rytuału kawy. Nieśpieszny, bo rytuałów śpieszyć nie wolno. Celebruję świt, narodziny słońca, słony wiatr na mojej twarzy, pocałunek porcelany.

Na kamiennym, granitowym stoliku stoi filiżanka. Prosta, niemal zupełnie biała. Jedynie wyblakły, zatarty nieco obrys kwiatu na wyszczerbionym uszku, mówi więcej, niż ulotna pamięć.

Niezapominajka.

Czarna, jak próchnicza gleba kawa, roztacza swój gorzki aromat. Śmietanki nie używam. Pijam kawę z chmurką. Tylko i wyłącznie. Czasem ma posmak morskiej soli. Innym razem słodycz dzikich wrzosów lub wiosennych fiołków. Ostatni łyk wsiąka w skalne usta pod moimi stopami. Pijemy ją razem. Do siebie należymy, na dobre i na złe. Moja codzienność, moje sacrum, uświęcona kroplą czasu, ziemia.


  „Pływy”

Nie próbuję tresować fali. Uginać jej do swego kształtu. Nie próbuję się z nią ścigać, daję prowadzić. Kołyszę się łagodnie na wzburzonych zakrętach. Uczę się nurkować w wielkiej niewiadomej. Wyczesuję z włosów drobinki osiadłego na dnie czasu.

Uśmiecham się do wspomnień.

Są w nich miejsca głębokie i ciemne. Światło tam nie dociera, ale gdy spojrzeć na powierzchnię, tam gdzie, słońce dotyka zmarszczek wody, coś skrzy się i mieni. Muszę zmrużyć oczy. Celowo zostawiam we włosach kilka zgubionych ziaren. Teraz drapią i swędzą, ale kto wie? Może za pływów parę, zamienią się w perły?



 

02

Kolekcja Pogranicze

Solastalgia (termin powstały w 2010 r.) opisuje tęsknotę za domem, którego nie opuściliśmy, ale tracimy go w inny, nieodwracalny sposób.  Mówi o przekształcającym się w przewrotnym tempie krajobrazie, o przyrodzie popadającej w ruinę, o zmianach środowiskowych, klimatycznych, o bólu emocjonalnym człowieka, który tych zmian doświadcza. Solastalgia przypomina nostalgię za domem w podróży, ale w odróżnieniu od niej, tutaj powrót do domu jest niemożliwy, chociaż wcale go nie opuściliśmy. Pogranicze zniknęło.

(kliknij, aby rozwinąć lub zwinąć tekst…)

Dawniej, w kulturze ludowej, pogranicze łączyło dwie, skrajnie różne rzeczywistości. Rozdzielało profanum (wieś/dom) i sacrum (to, co poza wsią i codziennością). Po tej drugiej stronie świat nadnaturalny przenikał fizyczny świat przyrody w sposób oczywisty. Pogranicze miało charakter magiczny. Boski i demoniczny zarazem.

Dzisiaj sacrum znika na naszych oczach, ale i profanum zaczyna nam być obce. Po której stronie pogranicza właściwie stoimy? Czyżby bezpiecznym, znajomym profanum okazała się być właśnie natura? Skoro niegdysiejsze sacrum stało się dziś profanum, to co znajduje się po drugiej stronie?

W tej kolekcji dużo jest niebieskości. Nie bez powodu.

Niebieski to kolor lodu spoczywający w głębokich warstwach lodowców. Tego bardzo starego, pamiętającego czasy sprzed tysięcy lat. Bo lód pamięta. Dosłownie. Przechowuje dane w nienaruszonym stanie dłużej, niż kiedykolwiek przetrwa jakikolwiek wynalazek ludzkości. Jest żywym mitem dziejów ziemi. Muzeum dla wtajemniczonych. Jego topnienie to bezpowrotnie utracona pamięć.

Niebieski jest czas. Niebieska jest pamięć. Powstają nowe pogranicza. Tego, co kiedyś było i tego, co kiedyś będzie. Wieczna zmarzlina, konserwatorium ziemi, doświadcza zaniku pamięci. Otwiera się brama lodowych podziemi. Topniejące wspomnienia uwalniają to, co powinno pozostać pogrzebane, jednocześnie nieodwracalnie grzebiąc to, co powinno zostać zachowane.

Mit powrotu z zaświatów, staje się faktem. Przeszłość dogania teraźniejszość i stawia przyszłość pod znakiem zapytania. Krajobraz nie jest już bierną obecnością. To zmieniający się coraz szybciej, żywy organizm. I to my, powoli zostajemy w tyle, choć sami zaczęliśmy ten wyścig.

Kiedyś, by przekroczyć granice należało się odpowiednio przygotować. Po drugiej stronie dla zwykłego człowieka nie było bezpiecznie. Wydaje się, że i dziś nie jest. Tym razem jednak nie ma granicy, która by nas chroniła.

Fotografia to czas zamrożony. Zatrzymany. I to zatrzymanie czasem jest potrzebne. By wybrać właściwą ścieżkę i nie przegapić jej w pośpiechu.

Wszystkie zdjęcia z kolekcji „Pogranicze” powstały w Beskidzie Niskim. W jednej z opustoszałych, łemkowskich wsi, tuż pod granicą lasu, liczących sobie obecnie trzech ludzkich mieszkańców. Pozaludzkich jest znacznie, znacznie więcej. Pogranicze jest tu słowem, które doskonale oddaje istotę tego miejsca. Zarówno w sposób dosłowny, jak i symboliczny.

Beskid Niski jest jednym z niewielu już w Polsce wciąż przesiąkniętych dzikością i dawnym sacrum, krajobrazem. Niezwykłym pograniczem. Kultury i dzikości. Folkloru i współczesności. Historii, zwyczajów oraz wierzeń. Pełen sprzeczności, nieoczywistości i magii właściwiej tylko miejscom pogranicza.

 
 
Odwiedź profil
Odwiedź profil
error: Content is protected !!